Praca w korporacji czyli korpolife

Praca w korporacji czyli korpolife – czy to jest świat dla Ciebie. Są wszędzie. Nawet w WC nie jesteś do końca bezpieczny. Dziwne korporacyjne obsesje – bo o nich mowa – są niczym plemienne rytuały w korpodżungli. Albo się dostosujesz, albo zostaniesz złożony w ofierze korpobożkom.

Kuba, który dziś pracuje w dużej instytucji kulturalnej w Warszawie, wspomina swoje czasy w brytyjskiej korporacji z mieszaniną rozbawienia i – wciąż, po latach, osłupienia.

– Pamiętam szkolenia z moderowania „rozmowy” między klientem a… produktem. Nieożywionym – mówi. – Albo liczenie czasu, jaki wybrani pracownicy spędzali w toalecie. Na prośbę kierowniczki pracownicy donosili na siebie wzajemnie. Albo „ruletka wyjściowa”, czyli przeszukiwanie przez ochronę co piątego wychodzącego pracownika. Ale nie trzeba, oczywiście, wyjeżdżać do ojczyzny Monty Pythona, żeby zanurzyć się w odmętach korpoabsurdów.

– U nas były audyty wyglądu biurek. Kontrole skrzętnie notujące, kto ile ma segregatorów, karteczek itp – mówi Kasia. – Trzy segregatory były jeszcze OK, cztery już nie. Więcej niż jedna karteczka na monitorze – źle. Albo szkolenia z poprawności językowej, prowadzone przez osobę, która nie znała zasad poprawnej pisowni i wmawiała nam, że na przykład „nie” z liczebnikami piszemy razem.

MODA CZY CHOROBA KORPORACJI?

Im dalej w korpo, tym gorzej. Nie ma wielkiej firmy, która nie ma swoich dziwacznych zwyczajów, swoich ekscentrycznych przepisów. Ale właściwie po co?

– Wydaje mi się, że ludzie mają pęd, żeby być dużą firmą, wdrażać rozwiązania, które nie są im potrzebne, ale robią wrażenie „zaawansowania” – mówi Rafał Ferber, autor popularnego fanpage’a „Mordor na Domaniewskiej” (przy tej ulicy w stolicy mieści się kilkanaście korporacji), który sam z korpoplemienia uciekł i założył agencję social media, ale dzięki fanpage’owi stale trzyma rękę na pulsie korpoabsurdu. – Na przykład firma, która ma 30 pracowników, wprowadza system komunikacji wewnętrznej, chociaż wszyscy siedzą w jednym biurze i łatwiej jest po prostu porozmawiać. Albo wieczne spotkania, pożerające dzień. „Wpadnij tu, podpowiedz coś” – na takich dupogodzinach tylko traci się dzień i efektywność.

Czasami to moda, naśladowanie czegoś popularnego: jak plaga „kreatywnych” pytań podczas rekrutacji, bo „przecież Google tak robi”. Skutek? Dziennikarze proszeni o to, żeby złożyć papierowy samolocik i sprzedać go menedżerowi albo akcja „sprzedaj mi mój własny długopis”. Od razu widzisz, że rekruter widział „Wilka z Wall Street” i się zainspirował, ale przysnął przed zakończeniem.

Czasami to rezultat chronicznej choroby korporacji: konsultantiozy. Setki doradców, specjalistów, ekspertów czy domorosłych coachów od siedmiu boleści krąży od firmy do firmy, sprzedając swoje ulubione pomysły bez względu na to, czy mają sens, czy nie. A mający potrzebę udowodnienia swojego profesjonalizmu szefowie je chętnie połykają. A nawet jeśli oferowane szkolenia naprawdę są na poziomie, problemy czasami idą z góry.

– Mój przyjaciel był kierownikiem średniego szczebla. Firma zaproponowała wszystkim szkolenie z zarządzania czasem – mówi Ferber. – Znajomy nauczył się przydatnych rzeczy, dobrze zarządzał czasem, ale kierownictwo było tak oporne, że chociaż on zawsze był przygotowany, to przełożeni byli wiecznie spóźnieni. Wydali kupę forsy na trenera, a sami to rozłożyli. Skutek był taki, że ludzie się frustrowali, że od nich się wymaga perfekcji, podczas gdy szefowie żyją w chaosie.

 

Wielu absurdom bywają winni sami pracownicy. Jeśli ktoś upycha na biurku resztki pizzy, które potem przywalone papierami gniją i zatruwają powietrze, prędzej czy później szefowi może pęknąć żyłka. Skutek to rozkaz: „czyste biurka od TERAZ!”. A, przyznajmy, wielu naszych kolegów to wyjątkowe fleje.

– To zaskakujące, jak długo trzeba pisać kartki: „użyj szczotki po skorzystaniu z toalety” – mówi Ferber, do którego takie ogłoszenia spływają z Mordoru niemal codziennie. – Ludzie zarabiający więcej niż średnia, po studiach, są często na bakier z zasadami savoir-vivre’u.

„KORPORACJE NIE LUBIĄ, GDY KTOŚ ODSTAJE”

Ale jest jeszcze jeden powód, może najważniejszy.

Korporacje to, czy nam się podoba czy nie, coś więcej niż miejsca, do których przychodzimy zarobić pieniądze. To społeczności. My, homo sapiens, małpy z rodzaju naczelnych, jesteśmy, podobnie jak nasi krewniacy, wyjątkowo wyczuleni na relacje społeczne. Dziwne zwyczaje czy polecenia można traktować jako rodzaj rytuałów, które co prawda same w sobie nie mają znaczenia, ale właśnie przez swoją bezcelowość… scalają grupę.

Kiedyś, w prawdziwych plemionach, takie scalanie przybierało formę rytuałów inicjacyjnych. Tatuaży, kolczyków, przypalania czy wysyłania kandydata na głęboką pustynię. Dziś przechodzisz dziwaczną rekrutację, odwalasz praktykę za darmo, trzymasz się dress code’u czy dostajesz smycz z przejściówką. Ale rezultat jest ten sam. Jesteś „wewnątrz”, jesteś częścią grupy, osobnej i, w domyśle, lepszej niż wszystko poza nią. Wierzysz w to, w co wierzą twoi koledzy, albo przynajmniej publicznie okazujesz szacunek totemom: targetom, miszon stejtmentom, procedurom. Jesteś swój.

– To widać w języku – mówi Ferber. – W tych wszystkich anglicyzmach w języku korposzczurów. Targety, deadline’y, ASAPY, fakapy – większość z tych sformułowań ma polskie odpowiedniki, ale posługiwanie się takim językiem „tajemnym” sprawia, że się oddzielamy od reszty społeczeństwa, pozycjonujemy się na to, że my jesteśmy fajni. Kiedyś była fura, skóra i komóra, a teraz służbowa karta kredytowa, identyfikator na badżu i korposlang, żeby jeszcze bardziej podkreślić przynależność.

To wszystko z perspektywy firmy ma sprawić, żebyś był bardziej lojalny i wydajny. Im bardziej związany czujesz się z zespołem, im bardziej widzisz w nim coś w rodzaju nieco dysfunkcyjnej rodziny, tym więcej poświęcisz dla firmy. Ale biada tym, którzy się nie dostosują. Nonkonformiści w typie Yossariana z „Paragrafu 22” w korpo mają ciężkie życie.

– Korporacje nie lubią, gdy ktoś odstaje, bo się trudno taką osobą zarządza – dodaje twórca „Mordoru”. – Wszelkie odchyły są niemile widziane i pacyfikowane przez górę i współpracowników, bo jeśli ktoś się odważył wyłamać, to zaraz ktoś go przywróci do pionu. Zwłaszcza jak mamy wyścig szczurów. Wtedy zawsze któryś z kolegów cię podpierniczy.

DYSTANS, DYSTANS, DYSTANS

Więc jak przeżyć? Przede wszystkim: nie dać się wciągnąć. Bo jeśli dasz się wessać w plemienne gierki, koterie, spiski; jeśli naprawdę uwierzysz w to, co słyszysz na wszystkich korpoimprezach: „JESTEŚMY ZAJEBIŚCI”, to może się okazać, że nie masz po co stamtąd wychodzić.

 

– Przede wszystkim mieć dystans, świadomość że korpo to miejsce, które może ci bardzo dużo dać, ale może też z ciebie wyciągnąć więcej, niż chcesz dać – mówi Ferber.

– Trzeba pamiętać, że jesteśmy komórką w Excelu i albo przynosimy dochód, albo generujemy straty. Czasem decyzje o naszym stanowisku mogą zapadać na innym kontynencie. Trzeba mieć dystans, nie angażować się emocjonalnie, znaleźć sobie coś poza pracą, nie popadając w pracoholizm. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, ale posiadanie hobby, uprawianie sportu, spędzanie świadomie czasu z rodziną, to naprawdę kwestia kluczowa. Bo oczywiście nie każdemu starczy odwagi do rzucenia bardzo wygodnego, pozłacanego korpoświata.

Aha, warto dodać, że nie wszystkie „dziwactwa” korporacyjne są złe. Kuba, który w brytyjskiej korpo żył z rewizjami, toaletowym donosicielstwem i był szkolony z dialogów z drukarką, wspomina, że sami pracownicy stworzyli swoje własne zwyczaje, które działały o wiele bardziej kojąco.

– Pamiętam, że codziennie część pracowników wychodziła na dach budynku śpiewać gospel – mówi. I nic dziwnego. Uciekać od rutyny i absurdów można na różne sposoby. W sumie trudno o lepszą ucieczkę z przyziemnego, banalnego korporacyjnego czyśćca niż muzyka.

ABSURDALNE KORPOZWYCZAJE ZZA GRANICY

Myślisz, że twoje korpozwyczaje są dziwne? To usiądź, bo są firmy które odjechały tak daleko, że z polskiego Mordoru nie widać ich nawet przez lunetę (i dobrze!).

1. Onebestway 
Casual friday to pikuś. Dizajnerska firma Onebestway z Newcastle wprowadziła „nagi piątek”. Sześcioro pracowników pojawiło się w pracy nago. Jedna z pracownic – w bieliźnie, jeden z pracowników ze strategicznie umieszczoną saszetką. Co prawda, nie zmieniło się to w cotygodniowy rytuał, ale i tak podobno „zaczęli ze sobą rozmawiać o wiele bardziej szczerze”.

2. Disney World 
Księżniczki w parkach rozrywki muszą znać na pamięć „swoje” filmy Disneya. Są kartkówki. Nie mogą też odmówić pozowania do selfie bez względu na to, jak obklejone lodami, czekoladą czy czymś gorszym jest dziecko. Ale i tak księżniczki miały łatwiej. Do 2001 r. ludzie przebrani za Goofy’ego mieli wspólną, firmową bieliznę.

3. Evernote 
Zakaz dzwonienia. E-maile niemile widziane. Szef firmy robiącej apkowe notatniki wierzy w rozmowy twarzą w twarz. Jeśli masz coś do powiedzenia Ryśkowi z księgowości, nie obsmarowywuj go w e-mailu, tylko idź porozmawiać z nim osobiście.

4. Zappos 
Amerykański internetowy gigant obuwniczy zapłaci ci, żebyś sobie poszedł. Przez pierwszy miesiąc nowi pracownicy mają tylko jedno zadanie: odbieranie setek, tysięcy telefonów. Po miesiącu, jeśli nie „czują” firmy, mogą sobie pójść, a HR wypłaci im na pożegnanie 3 tysiące dolarów. Ba, pracownicy są zachęcani do tego, żeby sobie pójść. Jeśli nie pójdziesz na łatwą kasę – witamy w klubie. Jeśli tak – sorry, te drzwi otwierają się tylko raz.

 

źródło: www.logo24.pl

 

Czy nadajesz się do korporacji?

 

Praca w korporacji różni się od tej w niewielkiej firmie. Specyfika wielkich przedsiębiorstw wymaga też zatrudnienia odpowiedniego zespołu ludzi, a więc osób o konkretnym charakterze. Poznaj 5 cech idealnego pracownika korporacji i sprawdź, czy odnalazłabyś się w tym świecie.

Poznaj 8 cech idealnego pracownika

1. Pracowitość

W korporacji stawia się na efektywność. Jeśli nie będziesz realizować swoich zadań, szybko na twoje miejsce znajdzie się ktoś inny. To dlatego od pracownika wielkich firm oczekuje się pracowitości i wielu umiejętności. W korpo odnajdzie się więc pracowita pszczółka, która ma masę pomysłów, a swoje zadania realizuje szybko i bezbłędnie.

2. Szybkość w działaniu

Mimozy i osoby flegmatyczne nie przestąpią progu korpo, a jeśli się im to jakimś cudem uda, to wyjdą jeszcze szybciej, niż się tam znaleźli. Szef korporacji, prezes, lider czy kierownik wyliczą ci każde spóźnienie lub ociąganie się w realizacji zadania. W dżungli korporacyjnych obowiązków odnajdą się więc tylko szyby i zawzięci. Inni odpadną w wyścigu szczurów i projektów, których z dnia na dzień będzie więcej.

Rozwiąż psychotest i sprawdź, jakim jesteś pracownikiem 

3. Chłonność umysłu i otwartość na nowości

To wspaniale, że doskonale znasz pakiet Office, ale w korporacji to nie wszystko. Dziś wymaga się od ciebie jednego, a jutro czegoś innego. To dlatego idealny pracownik korpo to osoba o chłonnym umyśle, taka, która po jednym szkoleniu przejmie projekt i pomyślnie zrealizuje go do końca.

4. Odrobina znieczulicy

Bycie zbyt miłym i wrażliwym nie sprawdzi się w wielkiej firmie. Tu musisz być twarda, bo krytyka czai się niemal za każdym rogiem. Pracownik korporacji to osoba, która nie rozpłacze się na dywaniku u szefa, a podczas hardej rozmowy z innym pracownikiem, pokaże, że ma temperament.

Poznaj 5 rad, dzięki którym porozumiesz się nawet z trudnym współpracownikiem 

5. Wytrzymałość psychiczna

Pamiętaj, że korporacja rządzi się innymi prawami. Przyjaźnie i inne pozytywne relacje międzyludzkie tam raczej nie występują, bo każdy dba o siebie. Stąd też plotki, obgadywanie i często niezdrowa rywalizacja to chleb powszedni. Idealny pracownik korpo to człowiek wytrzymały psychicznie, taki którego nie złamie nawał pracy, kiepska atmosfera i nienawiść w oczach innych korpoludków.
źródło: www.polki.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *