8 PRODUKTÓW, KTÓRYCH LEPIEJ UNIKAĆ W SUPERMARKECIE

PACZKOWANA SAŁATA, TANIE MIĘSO, CHLEB. 8 PRODUKTÓW, KTÓRYCH LEPIEJ UNIKAĆ W SUPERMARKECIE

Duże sklepy mają tak różnorodną ofertę, że bez odpowiedniej wiedzy trudno dokonać dobrego wyboru. Jednak są takie artykuły spożywcze, którym warto dobrze się przyjrzeć, zanim trafią do zakupowego koszyka. Oto osiem z nich.

Paczkowane warzywa liściaste

Producenci warzyw wychodzą naprzeciw wszystkim zabieganym klientom, którzy chcą zdrowo się odżywiać. Dlatego na półkach coraz częściej pojawiają się już pocięte i umyte liście sałaty, szpinaku, jarmużu. Niestety kupując tak przygotowany produkt nie mamy pewności, czy został on rzeczywiście dokładnie opłukany. W 2016 roku w Wielkiej Brytanii właśnie z powodu brudnych liści sałaty, 114 osób zatruło się bakterią E. coli.

To nie wszystko. Dziennikarka śledcza w swojej książce „Swallow This: Serving Up The Food Industry’s Darkest Secrets” („Przełknijcie to: najmroczniejsze sekrety branży spożywczej” twierdzi, że woda, w której myje się sałaty, zawiera kwasy owocowe i chlor, które mają ograniczyć rozwój bakterii. Taka mieszanka skutecznie obniża wartość odżywczą produktów.

Dlatego nawet jeśli kupujesz liście zapakowane w folię, koniecznie umyj je dokładnie.

Supermarkety kuszą zapachem świeżo wypieczonych bułeczek. Na własne oczy możemy zobaczyć, jak pracownicy sklepów wyciągają z pieca gorące pieczywo. W rzeczywistości ciasto na chleb jest przygotowywane o wiele wcześniej, mrożone, a następnie odgrzewane. Żeby jednak chleb po upieczeniu miał smak i odpowiednią konsystencję, dodaje się do masy szereg ulepszaczy i konserwantów.

Również kupując paczkowane pieczywo przywiezione z piekarni, należy przeczytać jego skład. Zwykle to, co jest napisane dużymi literami, mija się z prawdą.  Takie nazwy jak „7 ziaren”, „pieczywo żytnie” bardzo często reklamują w rzeczywistości pszenny chleb na drożdżach, z dodatkiem mąki żytniej i (ewentualnie) zakwasu oraz ziaren.

Prawdziwy chleb żytni powinien mieć w składzie wyłącznie mąkę, wodę i zakwas.

Larry Olmsted, autor książki „Real food, fake food” (Prawdziwe jedzenie, oszukane jedzenie), wykazał, że część producentów przypraw dodaje do swoich produktów tanie wypełniacze. Np. w szafranie można znaleźć również suszone kwiaty krokosza barwierskiego, barwioną cebulę, kurkumę. Czarny pieprz miesza się z papają, nasionami gryki, łodygami innych roślin. Paprykę uzupełnia się białym pieprzem i kurkumą.

Na ile powszechne są tego typu praktyki? Tego nie wiadomo. Najbezpieczniej jest zatem kupować przyprawy niezmielone. A już szczególnie nie warto decydować się na zakup mieszanek przypraw typu „do pieczonego kurczaka” lub „do piernika”. W rzeczywistości jest to mieszanka wzmacniaczy, cukru lub soli, jedynie z dodatkiem przypraw, na których nam najbardziej zależy.

To jasne, że należy unikać słodkich, czekoladowych lub miodowych płatków. Jednak nie warto również sięgać po „zdrowe” muesli czy granolę. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na skład. Oprócz składników pochodzenia zbożowego, znajdziemy tam także cukier, tłuszcz palmowy, syrop glukozowy, sól, substancje spulchniające.

Lepiej kupować kilka rodzajów płatków (owsiane, żytnie, jaglane, orkiszowe) oraz bakalie (suszone owoce, orzechy) i wymieszać. Będzie zdrowiej i taniej.

Rzekome owoce znajdujące się w jogurtach lub bułkach z nadzieniem, to nic innego jak konserwanty, zagęszczacze, aromaty. Owoce stanowią tam nikły procent. Lepiej już kupić jogurt naturalny i dodać do niego świeże owoce lub konfiturę (oczywiście najlepiej przyrządzoną w domu).

Niskie ceny produktów mięsnych nie biorą się z dobrej woli sprzedawców. Mięso z chowu przemysłowego wzbogacane jest wodą i chemią, by zwiększyć jego objętość, a same zwierzęta faszerowane hormonami wzrostu.

W związku z tym lepiej wybierać mięso ekologiczne. Owszem, jest ono droższe, ale jego jakość jest nieproporcjonalnie wyższa. Być może warto się zatem zastanowić nad zmianą sposobu żywienia. Zdecydowanie zdrowiej będzie jeść mięso rzadziej, za to lepsze.

Dobry jakościowo ser żółty jest niestety drogi. To dlatego chętnie sięgamy po tańsze produkty, oferowane przez dyskonty. Niestety za niską ceną często kryje się również naprawdę niska jakość. Jak rozpoznać ser, który warto kupić?

Koniecznie czytaj etykiety. Najlepiej, jeśli w składzie jest tylko mleko, podpuszczka, bakterie kwasu mlekowego i sól.  Sprawdzaj także, czy na opakowaniu znajduje się w ogóle wyraz „ser”. Otóż nazwa ta jest chroniona. Unia Europejska zezwala na używanie jej wyłącznie w stosunku do wyrobów w 100 proc. z mleka. Dlatego producenci nabiału próbują obchodzić prawo i nazywać swoje produkty np. „typu edamski” lub „podpuszczkowy”, z pominięciem wyrazu „ser”.

Uważaj także na sery w plasterkach. Zdarza się, że zawierają one więcej konserwantów tak, aby dłużej zachowały świeżość.

Duże sklepy (a także sprzedawcy na bazarach) często oferują bakalie sprzedawane na wagę. Kuszą ceną i tym, że sami możemy zdecydować, ile ich zapakować do torebki. Minusem jest to, że nie wiadomo, ile czasu te bakalie leżą w otwartych pojemnikach. Dostęp do powietrza sprawia, że witaminy zawarte w suszonych owocach utleniają się, więc staję się one mniej wartościowe.

Bakalie sprzedawane na wagę ponadto nie mają informacji dotyczących składu oraz daty ważności. Dlatego należy wybierać orzechy i suszone owoce, które są szczelnie zapakowane.

Źródło: www.gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *