KAPITAN RECYTUJE POEZJĘ

z20802923IHAntoni-Powalski-zdjecie-udostepnione-dzieki-uprzejmosci

Kiedyś po zakończonym rejsie usłyszał, jak pasażerowie pilotowanego
przez niego samolotu wychwalają Amerykę i narzekają na Polskę. Odezwał się do nich wtedy słowami piosenki Anny German. Gdy skończył ją cytować, niektórzy mieli łzy w oczach. Kapitan Antoni Powalski regularnie raczy podróżnych fragmentami poezji.

Niedawno tuż przed lądowaniem w Warszawie zaczął pan recytować wiersz Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego. Opisał to na Facebooku pisarz Jacek Dehnel. Szybko odezwali się inni, którzy mieli przyjemność z panem lecieć i słuchać pańskich opowieści. Skąd pomysł na mówienie do pasażerów poezją?

– Latając jako pasażer zauważyłem, że na
standardowe zapowiedzi nikt już nie zwraca uwagi. Dzisiejsi pasażerowie są zupełnie inni od tych podróżujących 30 lat temu. Niekiedy mają większą wiedzę o lotnictwie niż my, piloci. Nie możemy więc mówić do nich w sposób standardowy, podając tylko dane o wysokości lotu.

Dlaczego nie?

– Współcześnie nikogo to nie zachwyci i nie przyciągnie, a my musimy zabiegać o uwagę pasażerów i dbać o nich, inaczej konkurencja nam ich odbierze. Zawsze pragnę dawać innym coś od siebie. Zgodnie z zasadą: jeśli coś w życiu robisz, to rób to dobrze i ładnie.

Więc pan ładnie recytuje ładne wersy?

– Raz usłyszałem, żegnając pasażerów po zakończonym rejsie, jak wychwalali Amerykę, narzekając jednocześnie na Polskę. Odezwałem się wtedy do nich słowami piosenki Anny German:

Być może gdzie indziej są ziemie piękniejsze i noce gwiaździstsze i ranki piękniejsze,

Być może gdzie indziej bujniejsza, zieleńsza jest zieleń, ptaki w gałęziach śpiewają weselej.

Być może gdzie indziej… lecz sercu jest droższa piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza.

Gdy skończyłem, niektórzy z nich mieli łzy w oczach. – Dobrze, że pan nam o tym przypomniał – mówili. Potem pomyślałem sobie, że może warto właśnie tym do pasażera dotrzeć.

Antoni Powalski (zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości PLL LOT)Antoni Powalski (zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości PLL LOT)

Romantyk z pana.

– Cóż, lotnictwo było od zawsze romantyczne – doskonale wiemy, że od wieków ludzie marzyli o tym, żeby latać. Wszyscy znamy historię Ikara. Ale tak naprawdę to dwaj bracia Wright, właściciele fabryki rowerów, którzy mieli marzenie, żeby podróżować szybciej, dalej i wyżej. To oni skonstruowali samolot i po raz pierwszy wzbili się w powietrze, spełniając tym samym odwieczne marzenie człowieka o lataniu.

W polskiej beletrystyce i poezji nie ma zbyt wielu, nazwijmy to, ładnych opowieści o lataniu. Są książki, które, z żalem stwierdzam, mało kto czyta. Jednak staram się przypomnieć o tym młodym lotnikom – o naszych wielkich sławnych pilotach, którzy dali się poznać na całym świecie, tak jak choćby Bohdan Arct, pilot i autor książek, na którego pogrzebie byłem w Siedlcach. Bardzo mnie wzruszyła jego historia, do dziś pamiętam dramatyczne komendy do salwy honorowej. Sam też napisałem kiedyś wiersz „Do Salwy Honorowej”.

Poproszę o fragment.

– Mało pamiętam z niego, niestety gdzieś mi to wszystko poginęło… Kiedy się znów zbierzemy tam, by rozpocząć życie nowe, staniemy razem w zadumaniu niemym tak jak dziś, do salwy honorowej.

Polski Zespół Myśliwski w Afryce Północnej. U góry w środku por. Bohdan Arct (fot. autor nieznany / wikimedia.org / domena publiczna)Polski Zespół Myśliwski w Afryce Północnej. U góry w środku por. Bohdan Arct (fot. autor nieznany / wikimedia.org / domena publiczna)

Co pana fascynuje w poezji?

– Mam mnóstwo zainteresowań, poezja jest jednym z nich. Zachwycam się przeróżnymi autorami, nie musi to być ktoś, kto jest dzisiaj modny. Często wracam do Mickiewicza, Słowackiego. Kiedyś podobał mi się Pablo Neruda. Raz wsiadłem do autobusu, czytając jego wiersz i zapomniałem kupić bilet. Zapłaciłem mandat. Niekiedy odnajduję też elementy poezji w… pieśniach disco polo! Oczywiście uwielbiam wiersze, gdzie są ładne rymy, takie poruszające.

Choć czasem lubię bez rymów, jak choćby słynny wiersz świętego Pawła Apostoła z Pierwszego Listu do Koryntian. Gdybyś mówił językami Aniołów, lecz miłości byś nie miał, stałbyś jako miedź brzęcząca i jako cymbał brzmiący – słyszałem to wielokrotnie jako młody chłopiec, ale tego nie rozumiałem. Wydawało mi się, że jak nie będę miał miłości, to będę cymbałem. A to nie o to chodzi.

A o co chodziło, że pan został pilotem?

– Otóż, jak wiadomo, w życiu mężczyzny bardzo ważną rolę odgrywają kobiety. No i pojawiła się kiedyś w szkole średniej dziewczyna, która jednak nie chciała mnie wcale. Gdy rozstawaliśmy się w klasie maturalnej, powiedziałem jej: – Wiesz, ty mnie nie chciałaś i ja z tej rozpaczy chyba zostanę księdzem. Albo pilotem. Na co ona odpowiedziała: – Lepiej idź na pilota. No i poszedłem!

Naprawdę tak było?

– Tak. Ale tak poważnie, miałem przyzwoite korzenie lotnicze. Brat mojej babci, porucznik Franciszek Wojnarowicz, był absolwentem sławnej 6. Promocji Dęblińskiej Szkoły Orląt, z której wychodzili tacy wielcy lotnicy jak Witold Urbanowicz, dowódca Dywizjonu 303, i wielu innych sławnych pilotów.

Rok 1976. Pierwsi uczniowie na samolocie LIM, z lewej Antoni Powalski (zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości PLL LOT)Rok 1976. Pierwsi uczniowie na samolocie LIM, z lewej Antoni Powalski (zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości PLL LOT)

Z dzieciństwa pamiętam samolot wiszący nad moim łóżkiem. Wychowywałem się obok poligonu lotniczego, często obserwowałem więc przecinające niebo samoloty.

Na początku chciałem jednak być nauczycielem, szukałem swojej drogi. Myślałem, że zawód nauczyciela to coś niezwykłego. Dopiero na trzecim roku studiów stwierdziłem, że latanie to coś, co wciąga mnie najbardziej, że tego pragnę w życiu. Marzenie o zawodzie nauczyciela spełniałem nieco inaczej. Zostałem instruktorem, uczyłem latać innych, „wypuszczałem” uczniów do pierwszego samodzielnego lotu.

Wracając do poezji, jak na pana recytacje reaguje drugi pilot i reszta załogi?

– Drugi pilot nie wsłuchuje się w moje przemówienia, ponieważ jest skoncentrowany na wymianie korespondencji z ziemią oraz obserwacji przyrządów i sytuacji ruchowej. Ale stewardesy słyszą te zapowiedzi i odnoszą się oczywiście różnie. Dostaję wiele pozytywnych opinii, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim to musi się podobać i nie wszystkich mogę tym zachwycić. Nie mam też zresztą takich ambicji. Ale wiem, że warto.

Wiersze rozładowują u pana napięcie?

– Staram się dla pasażerów, w tym niezwykłym momencie, który jest dla nich źródłem stresu. Błysk radości w ich oczach, uśmiech czy słowa podzięki są dla mnie największą nagrodą.

Jak komentują?

– Jeśli chodzi o pasażerów, to w większości spotykają mnie pozytywne reakcje. Nigdy nie otrzymałem wprost negatywnych opinii, chociaż wiem, że i takie by się znalazły. Jednak zdecydowana większość pasażerów przekazuje mi pochwały – słownie lub gestem, wyrazem twarzy. Czasami ich podziękowania przychodzą później, po kolejnym rejsie.

Kapitan samolotu recytuje poezję, by uspokoić pasażerów. Większość jest mu za to wdzięczna (pexels.com / zdjęcie ilustracyjne)Kapitan samolotu recytuje poezję, by uspokoić pasażerów. Większość jest mu za to wdzięczna (pexels.com / zdjęcie ilustracyjne)

Proszę zdradzić, ile tomików wierszy ma pan w kokpicie?

– Ja nie czytam, ja nie czytam tych wierszy! Tylko żyję chwilą i mówię w zależności od sytuacji. Próbuję pasażerów uspokoić, rozładować napięcie, opowiadam historię i mówię, że jest pięknie. W takiej sytuacji, w której nic się nie udaje, pociąg ucieka, dziewczyna nie przychodzi, ja mam taką sentencję: – Bierzmy każdy dzień z radością, czy to słońce, czy też deszcz. Dzielmy się naszą miłością, by nigdy nie zabrakło jej.

Widzę, że z pana nie tylko romantyk, ale i wrażliwiec. W dodatku chyba nieco nieśmiały?

– Tak! W dzieciństwie byłem nieśmiały, wstydziłem się strasznie. To nie jest tak, że ja potrzebuję występów, ale występy lubię – i na weselach, i na przyjęciach, po to, żeby dać ludziom coś z siebie. Bo jeżeli dajemy przyjaciołom coś z siebie, to otrzymujemy w zamian wielokrotnie więcej. Rozumiem, że nie wszystkim się to może podobać, ale nie można przyjść na przyjęcie czy na spotkanie tylko po to, żeby coś dostać, jak na przykład jedzenie i picie – trzeba coś z siebie dać.

Jeden z pasażerów, który leciał ze mną parę razy dał mi piękny prezent, w którym napisał podziękowanie. Zostałem zaproszony przez niego na spotkanie, nie będę ukrywał – chodzi o Rafała Sonika, wielokrotnego mistrza świata w quadach, zwycięzcę Rajdu Dakar. Na tym spotkaniu było mnóstwo osób, również przedstawiciele świata mediów, znani sportowcy. Sonik niestety doświadczył wtedy porażki, było mu ciężko. Powiedziałem, że muszę wystąpić i podziękowałem mu, puściłem mu Marsz Lotników – bo on oprócz tego, że jest kierowcą i wielkim sportowcem, jest również lotnikiem. I on napisał mi w podziękowaniach:Kiedykolwiek lecę z Tobą, jestem szczęściarzem – wybrańcem losu i wydaje mi się, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. Niezwykłe, prawda?

Niezwykłe. A skoro wspomniał pan o ulepieniu z tej samej gliny – recytuje pan też wiersze w innych językach niż polski?

– Miałem taki plan, żeby na każdy kierunek powiedzieć coś do pasażerów w ich języku. Kiedyś zaimponował mi kapitan, który pięknie mówił po włosku. Pasażerowie byli oczarowani. Oczywiście nie mam takich zdolności językowych, ale staram się zawsze powiedzieć do pasażerów kilka słów w ich języku. No i czasami zdarzają się bardzo piękne reakcje.

Miejsce pracy pilotów. Na zdjęciu dreamliner w barwach PLL LOT (fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)Miejsce pracy pilotów. Na zdjęciu dreamliner w barwach PLL LOT (fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

Wiele osób mówiło mi również, że podobał im się mój głos. Wtedy doszedłem do wniosku, że warto mówić ładnie, czystą polszczyzną. Wiele ocen i wskazówek dali mi sami pasażerowie. Lądowałem w Zurychu. Starsza pani, niezwykłej urody i dystyngowana, po zakończonym rejsie powiedziała do mnie: – Panie kapitanie, czekam na pana, bo muszę zapytać, skąd pan jest? Jak pan pięknie mówi… Staram się nad tym pracować – nie zawsze się udaje, ale pracować trzeba.

Pracuje pan nad głosem, nad przeponą?

– No właśnie o tym chciałem powiedzieć. Nie są to ćwiczenia, nie próbuję naśladować jakichś aktorów, ale z całą pewnością lubię słuchać niektórych z nich. Próbuję też może nie całkiem, ale zmieniać intonację, po to, żeby wzbudzić zainteresowanie. Pasażerowie to dostrzegają, dziękują mi za to, że ładnie buduję atmosferę na pokładzie.

Na koniec chciałbym dodać jeszcze, że zbliżając się do końca kariery lotniczej jestem szczęściarzem, wybrańcem losu. Udało mi się robić to, co lubię i jeszcze mi za to płacą. Nie zamieniłbym tego zawodu na żaden inny, chociaż cenę za ten zawód płaci się wysoką. Są stresy, z którymi musimy sobie radzić, są utrudnienia, loty nocne, rozłąki z rodziną, oddziaływania środowiska niekorzystne dla człowieka, bo przecież jesteśmy stworzeni po to, żeby chodzić po ziemi. A jednak warto latać.

Jest wiele osób, którym to zawdzięczam i nie jestem w stanie wszystkim podziękować  – czasami nie mam możliwości, bo nie żyją. Na pewno jestem wdzięczny moim rodzicom, że mnie wspierali i nie odwiedli od tego pomysłu, chociaż na pewno się bali. Jestem wdzięczny moim instruktorom, którzy zaszczepili we mnie pasję. Kiedy wydawało mi się, że latanie w wojsku jest trudne, spotkałem człowieka, który pokazał mi, że tak można żyć.

Ma pan szczęście do ludzi.

– Spotkałem wielu ludzi, którzy pomogli mi na różnych etapach mojej kariery. Był etap dębliński, potem etap specpułku, kiedy mogłem poznać prawie wszystkie stolice Europy, z wyjątkiem Lizbony i Oslo, zwiedzić wiele miejsc, poznać nowych ludzi. Jestem wdzięczny tym, którzy mi pomogli w ostatniej mojej firmie, czyli Polskich Liniach Lotniczych LOT, spełnić marzenie, zostać kapitanem. Jestem szczęśliwy, że na koniec tej kariery mogę poprowadzić lotników w mundurach w polonezie na Balu Lotników.

Proszę przyznać na koniec – te recytacje nie wzięły się stąd, że znudziło pana latanie?

– Nie, to nie to. Z lotnikami powtarzamy sobie nawet: – Życzę ci nudnego lotu.

Antoni Powalski. Najstarszy pilot w Polsce latający na samolotach odrzutowych nieprzerwanie od 43 lat. Pierwszy raz wzbił się w powietrze na samolocie TS-8 Bies na lotnisku Krywlany we wrześniu 1971 roku. Potem usiadł za sterami odrzutowców TS-11 Iskra, SB-Lim 2 i Lim 5 w słynnej Szkole Orląt, gdzie był instruktorem. Kolejne 13 lat jego pracy to – jak mówi – „piękna przygoda” w 36. specpułku na samolotach: Jak 40, TU-134 A, jako kapitan-instruktor, oraz na pięknym, choć dramatycznie zapisanym w naszej historii TU-154 M. W 1996 roku rozpoczął latanie w PLL LOT na samolotach B-737 oraz ostatnio na EMB 170 jako kapitan. Spędził w powietrzu ponad 15 tysięcy godzin.

Angelika Swoboda. Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowała też w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

Źródło: gazetapl

One thought on “KAPITAN RECYTUJE POEZJĘ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *