MOJE DZIECKO PRACUJE NA KASIE W BIEDRONCE

Polecam dzisiaj ciekawy artykuł na niedzielny poranek…czy Twoje dziecko jest szczęśliwe?

Nazywam się Piotr C. i  kiedy byłem małym dzieckiem nie dalibyście złamanego grosza za mój sukces.

Nazywam się Piotr C. Zjebałem w swoim życiu wiele rzeczy na maksa. Po trosze jestem socjopatą, po trosze pracoholikiem. Uczcie się na moich błędach.

Nazywam się Piotr C. i mało brakowało, a wykonywałbym teraz zawód, którego nie lubię, bo tego chcieli moi rodzice.

Nazywam się Piotr C. i teraz zadam ci pytanie: Czy przeszłoby ci przez gardło stwierdzenie „Moje dziecko pracuje na kasie w Biedronce i jest szczęśliwe”?

Boli, prawda?

Ile masz własnej kasy?

Jakiś czas temu poznałem bardzo bogatego biznesmena. Ten biznesmen ma syna, który bardzo chciał pojeździć w wakacje pociągami po Europie. Przyszedł do swojego ojca i powiedział: „Tato, potrzebuję 2 tys. zł. Chcę z kumplami pojeździć pociągami po Europie.”

Jak widzicie – gotowy projekt. Dotacje z Unii na takie przyznają. Początek, środek, zakończenie. Finansowanie, wartości poznawcze, bo w końcu chodzi o zwiedzanie świata.

Ojciec, którego było stać, aby kupić cały pociąg łącznie z torami, zapytał:

– A ile masz własnej kasy?

– Zero – odpowiedział bez namysłu syn.

– To ja też ci dam zero – odpowiedział ojciec i wrócił do czytania gazety.

Syn nigdzie nie pojechał. Ale w następnym roku wziął swojego 20-letniego golfa, na którego sam zarobił, i bujnął się do pracy do Norwegii. Przez pierwszy tydzień spał w aucie. Pracował fizycznie. Ale przywiózł 12 tys. zł. Ojciec spojrzał na niego niby to z marsową miną, ale wewnątrz puchł z dumy. Dołożył swoje 12 tys. zł. i syn pojechał na wakacje do Azji.

I teraz zastanawiacie się, dlaczego ten ojciec był takim chujem, że swojemu ukochanemu dziecku nie dał trochę kruzejros, aby ten porozbijał sobie dupę po Europie. Przecież go stać, nie? Odpowiem: bo ten biznesmen jest mądrym człowiekiem, który wie, że dzieci trzeba nauczyć polować. To tak jak z dokarmianiem leśnych zwierząt. Jeśli zwierzę dostaje od ludzi żarcie, to już nie chce ścigać zwierzyny. To zbyt męczące.

Dzieci potrzebują najków a edukacja jest święta

Trzy tygodnie temu opublikowałem notkę „Wiesz jak spieprzyć sobie życie nie mając jeszcze 30tki?

Na fejsie, gdzie ją zalinkowałem, jeden z czytelników, o imieniu Piotrek, napisał tak:

Mnie dziwi jeszcze inne zdanie w tym artykule: „Kredyt na mieszkanie, pensja 2000 brutto i pińcset złotych alimentów przy dobrych wiatrach nie brzmi zachęcająco” – trochę może to będzie kontrowersyjne, ale… jak można myśleć o ślubie, dziecku, kredycie na mieszkanie… przy takiej pensji?”

Na to odpowiedziała Marta:

“‪Japrdl. Typie, sięgnij wzrokiem dalej niż czubek własnego nosa, to może zauważysz, że w małych miastach większość ludzi żyje za taką pensję i utrzymuje za to swoje rodziny. Myślisz, że praca w korpo za 5k netto czyni cie odpowiedzialnym i daje dopiero przyzwolenie na układanie sobie życia osobistego? “

A później już była rzeźnia. Ja rozumiem Piotrka, tak jak rozumiem i Martę. Rodzice zawsze chcą zapewnić dzieciom przyszłość. Tyle, że jest to nieco inna przyszłość niż oni mieli.

Dzieci potrzebują kursów hiszpańskiego i butów Nike. Tabletów, wyjazdów na zielone szkoły, mocnych komputerów, na których pójdą nowe gry, smartfonów i zajęć dodatkowych. Przede wszystkim zajęć dodatkowych. Dzieci stały się elementem statusu. Jeśli rodziców stać na to, aby uczyły się francuskiego i hiszpańskiego to wszystko jest w porządku. Jeśli będą grały na fortepianie to wszystko jest w porządku.  Dżesika z chowu klatkowego i Brajanek z wolnego wybiegu.

Edukacja w naszych czasach jest jak Jezus Chrystus i Budda. Jest święta. Jak alkohol dla alkoholika. Jak kokaina w koedukacyjnym kiblu w klubie. Kokaina, którą wszyscy ciągną i wszyscy wierzą, że załatwi ich problemy.

Tylko widzicie, ja jestem już tak stary, że widzę wokół siebie dziewczyny i facetów, którzy byli wychowywani w jej kulcie.

I jakoś nie tryskają radością.

Sukces albo śmierdź. No to zaśmierdziałem

Prace dzielą się na dwa rodzaje. Zajebiste roboty, gdzie robisz niewiele i płacą ci fortunę. Owszem są takie. Jedne na tysiąc. Oraz cała reszta, gdzie aby dostać przyzwoite pieniądze musisz się na zapierdalać od rana do nocy. A czasami możesz też się na zapierdalać i gówno z tego mieć, bo i takich fachów jest całkiem sporo.

Przez ostatnie 27 lat czyli od czasu kiedy socjalizm dostał kopa w dupę, żeby mieć jakiś szmalec rodzice zapierdalali ponad wszystkie normy. Od rana do nocy. Jak Wincenty Pstrowski na przodku. Tyle, że nie pod hasłem ‘Socjalizm górą’, ale: ‘Musimy dać swoim dzieciom wszystko to, czego nie mieliśmy sami’. I dawali. Srając szkłem, jeśli trzeba.

Efektem są ludzie, którzy dostali za dużo. Którzy nigdy nie musieli walczyć, za to cały czas słyszeli, że mogą wszystko i są skazani na sukces. Którym rodzice nosili tornistry, bo były ciężkie. Którzy próbowali wszystkiego, a nie umieją nic. Nawet sport uprawiali do pierwszego bólu i odpuszczali. Którzy cały czas słyszeli „Uważaj, bo coś sobie zrobisz”, (nie kop pana, bo się spocisz) przez co teraz głównie siedzą w strefie komfortu. Którzy długo nie mogli rozpocząć zwykłego życia, bo spędzali je w szkołach. Którzy od rodziców dostali mieszkania, samochody, telewizor, kuchenkę, lodówkę, mikser i wibrator.

Którzy ślub biorą za pieniądze rodziców. Którzy cały czas słyszą ‘My ci pomożemy’, więc nigdy nie muszą się troszczyć o siebie. Którzy, ponieważ nigdy nie musieli brać za siebie odpowiedzialności, nie potrafią brać odpowiedzialności za innych. Którzy ciągle mieszkają z rodzicami, bo tak jest wygodniej (robi tak ponad 40 proc. młodych Polek i Polaków). Którzy boją się wziąć za trudne rzeczy, bo to grozi porażką, a porażka mogłaby sprawić, że ich wrażenie zajebistości mogłoby być wystawione na szwank. Którym powiedziano, że żyjemy w świecie, w którym wystarczy chcieć, by mieć. Bo pewne rzeczy wypada mieć bez wysiłku. Którzy są zaprogramowani na sukces. Sukcesem ma być świetna robota. Kupa hajsu.

Sukcesem ma być związek. Romantyczny jak Leonardo DiCaprio w Titanicu i polany karmelem, co podsyca telewizja, kino, piosenki, nawet, kurwa, gry komputerowe.

Tyle, że wszystko jest możliwe tylko w reklamach. Trzydziestoletni mężczyzna w apartamencie z oknami od podłogi do sufitu, kosztującym jakieś 2 miliony złotych, przytula swoją piękną żonę, świeżo wypuszczoną od fryzjera i patrzą obydwoje z dumą na uśmiechającego się niemowlaka.

A wszystko za 2 tys. brutto. I pięć stów alimentów.

Sukces albo śmierć. A jeżeli tego sukcesu nie ma, to znaczy, że sprawiło się zawód. Sobie i rodzicom.

Mężczyźni, którzy mają za dużo. Kobiety, które  potrzebują ojca

Efektem tego sposobu wychowania jest plaga mężczyzn niegotowych. Niegotowych do życia, które ich przeraża. Nieumiejących nawet naprawić gniazdka w ścianie. Egoistycznych i narcystycznych. Którzy uważają, że są najlepsi. Paradoks polega na tym, że w tym samym momencie uważają, że są najgorsi. Nieszczęśliwych w pracy i w życiu. Którzy boją się zaangażować. Którzy cały czas szukają nowego związku, bo może nowy związek ich ocali.

Efektem tego jest plaga kobiet, które boją się powiedzieć facetom „Nie. Spierdalaj. Chcesz odejść? Zabierz śmieci.”

21766914_10155297636669213_129636046_o

Rysunek: nieladnierysuje

Które uważają, że są zjebane od samego początku. Tkwiące w jednym związku, a w tym czasie marzące o innym. Które nie potrzebują partnera, tylko ojca, który będzie w stanie precyzyjnie nakreślić im granice, mówić „Nie”, ale będzie przy tym wyrozumiały.

Które nie pozwalają się poznać, nie pozwalają się przebić przez swoje pancerze, bo po części same siebie nie znają, a po części boją się, że ktoś je zrani. Co najwyżej zacytują przypowieść prababki: „Nigdy nie pokazuj facetowi całego swojego tyłka”.

Takie kobiety i takich mężczyzn łączy, tak jak pisałem w ‘Pokoleniu Ikea’, tylko jedno: strach.

Mamy kompetencje tylko do zaciągania kredytów

Urzeka mnie ta wiara, że pieniądze załatwią wszystkie nasze deficyty.  Że będziemy szczęśliwymi ludźmi, jeśli w dzieciństwie pójdziemy na określoną ilość zajęć dodatkowych. Albo jeśli będziemy mieli markowe buty, czy wyjedziemy x razy za granicę.

Dorosłe dzieci są spieprzone, bo rodzice zamiast dawać im czas, dawali im kompetencje do pracy w korpo i zaciągania kredytu hipotecznego. Nie przekazali, że od sprzedawania burgerów w McDonaldzie, owszem, można się nabawić odcisków i oparzeń na rękach, ale proste prace wykonywane w młodości uczą życia. Nie przekazali, bo uważali że byłby przypał przed znajomymi, gdyby posłali dziecko do takiej roboty. Przecież taka harówa jest dla miernot. A poza tym, lepiej żeby dziecko w tym czasie się uczyło, prawda?

Nie mówili: „Nie wszystkie związki, które cię czekają, będą udane. Być może twoje małżeństwo będzie pomyłką. Będzie nudne.” Nie przekazali zdrowego poczucia własnej wartości, dzięki któremu, można w takich sytuacjach zacząć od początku. I kolejny związek zbudować już lepszy. Chronili je, przez co dzieci te nie nauczyły się jak smakuje porażka. I ile sił kosztuje zwycięstwo. Nie powiedzieli, że niekoniecznie będą milionerami, ale mogą być zadowoleni z życia.

Co powtarzali? „Jeśli będziesz się dobrze uczył, to osiągniesz sukces.” Ale sukces przynosi nie szkoła, nie milion dwieście tysięcy kursów, tylko pasja. Samo jej odkrycie jest życiowym sukcesem.

Sukces bierze się z ambicji.

Z buntu.

Z innego myślenia.

Z drążenia jednej dziedziny.

Z tego wszystkiego, co szkoła tępi.

Z bycia nieszablonowym. Niepokornym wobec autorytetów. A szkoła od czasów Bismarcka, kiedy wsadzono dzieci za ławki ceni pokorę. Ceni grzeczne dzieci, które notują wszystko w zeszytach.

Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką rodzice mogą dać dzieciom, jest akceptacja.

Że praca w sklepie jest ok, pod warunkiem, że czują się szczęśliwi. Bo ktoś musi pracować w sklepie i nie każdy musi mieć gigantyczne ambicje. Że jest to ich życie i nie mogą dać sobie wmówić, jak mają żyć.

Nie popełniajcie błędów swoich rodziców.

marvin-meyer-242794

Photo by Marvin Meyer on Unsplash

Źródła: Stwierdzenie: „Jak widzicie – gotowy projekt. Dotacje z Unii na takie przyznają.” jest parafrazą jednego zdania z wystąpienia Jacka Walkiewicza na TedxTyle, że Walkiewicz mówił o trampolinie. Bardzo go lubię, bardzo szanuję, a jak ktoś tego filmu nie widział to polecam. 

 

Źródło: www.pokolenieikea.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *